Dobrze mi tu

Polub i udostępnij:

Przeprowadzka to takie małe wyzwanie. Szczególnie, gdy jest “na chwilę” i do “gorszego miejsca”. Gdy zmieniamy dom z większego na mniejszy i duży taras zamieniamy na mini balkonik, może być ciężko. Ale chyba nie tym razem.  Bałam się tej zmiany. A.. dobrze mi tu.

Koty nie lubią zmian i duży pies w bloku będzie się męczył

Ale moje chłopaki są chyba jednak inne. Fajniejsze. W pierwszej chwili Gufik był wściekły i wystraszony gdy przyjechał tu pierwszy. Schował się i nie chciał wyjść z najciaśniejszego kąta w domu. Ale gdy po godzinie przyjechał Leoś, od razu wyszedł i się w niego wcierał. Mina Leona niedoopisania. Bo nie wiedział czego ma się po nim spodziewać. A tu taka miłość. I nawet pamięta jak korzystać z kuwety.

A Leon, jest rozpieszczany 4 – 6 spacerów dziennie, rano, późny wieczór, deszcz czy słońce, minimum po pół godziny to dla niego rarytas. Bo jest w centrum zainteresowania. My z nim wychodzimy a nie on sam. Mnóstwo nowych zapachów, innych psów i ludzi. No i dzieci. Zaczepia wszystkich i wszyscy zaczepiają jego. Nie ma mowy o wyjściu na spacer bez minimalnego chociaż makijażu. Bo zawsze kogoś zaczepi.

Zu

Szczęśliwa od samego początku. Ma tu wszystkich znajomych i nieprzechodni pokój. Teraz ona przechodzi przez nasz pokój a nie my przez jej. No szczęśliwa do kwadratu.

Wszystko pod ręką

Zachciało mi się naleśników. W sumie żaden problem. No może jeden… mikser jest w jednym z dwudziestu pudeł w garażu w Siczkach a łyżki do niego w drugim, też gdzieś tam. Ale mam na przeciwko koło ratunkowe. Zawsze mogę zapukać i pożyczyć – albo blok obok. Czy to garnek, mikser czy …. Na kawę i plotki zawsze mam z kim się umówić i do kogo się wczesać. Tylko pozbędę się przeziębienia, kataru i innych zarazków. Bo moje, nie oddam.

Oszczędność, to też korzyści..

Zredukowaliśmy auta w rodzinie. Dzielimy się teraz moim. Niestety jedno się nie zmieniło, nie utworzyli jeszcze linii autobusowej do mnie do pracy. Więc jak nie mam auta to idę z buta… w sumie wszędzie jest blisko.. jakieś pół godziny sapania z przystankami co 5 minut, bo kolka… a na uczelnię trochę bliżej, ale pod górkę.. ale dobrze mi tu.

Mój mały, biały domek

To już totalna demolka. Jeden wielki plac budowy na zewnątrz i wewnątrz.. ale już się zaczęło, chociaż tyle. I choć nie wkurza mnie, że ktoś sika do mojej toalety, to wkurwia mnie, gdy obce facety sikają mi na deskę, bo ciężko im ją podnieść… wrrrr

Teraz gdy tam jeździmy, to takie obce miejsce się zrobiło. Wiewiórki biegają bezpańsko i bez strachu po podwórzu, koty sąsiadów także.. A moje dzieciaki… obydwaj biegają. Ale non stop. Nie chodzą, nie spacerują, tylko skaczą i biegają, i tak przez 2-3 godziny… adhd…

Ale dobrze mi tu

To dziwne, bo nastawiona byłam pesymistycznie wręcz agresywnie. Nawet o tym pisałam. I nie ważne, że nie mam gdzie kociego żwirka schować, 12 kg psich groszków także, czy dwóch zgrzewek mojej ulubionej wody… uwielbiam mój stary głęboki brodzik, do którego ledwo się mieszczę. Ale wreszcie mam swoje mega długie i ekstremalnie gorące kąpiele… bez ograniczeń, no może do pierwszego rachunku!

Dam radę!

Polub i udostępnij:

47 Replies to “Dobrze mi tu

  1. Niech Wam wspaniale służy 🙂

    Z przeprowadzek najgorzej wspominam przenoszenie książek i regałów. To był koszmar. Mój mąż do wspólnego mieszkania przyszedł z jedną torbą. Ja ze swoimi rzeczami musiałam przyjechać ciężarówką.

    1. U nas przeprowadzki były średnio raz na dwa lata. Zawsze coś na tym traciłam. Bo za dużo rzeczy, i część trzeba było wyrzucać. Notatki ze studiów, stare książki…

  2. Problem zw. z remontami czyli z udostępniania własnej łazienki też mnie drażni. Moja koleżanka miała na to sposób. Do czasu zakończenia remontu, muszla była tymczasowa 🙂

    1. Kurka. My remontujemy cały dom. Zupełnie nas tam nie ma. Ale są Ci fachowcy. I to normalne, że muszą z niej korzystać. Tylko, a mnie brzydzi, gdy nie podnoszą deski a ja potem będę musiała z niej korzystać.

  3. Jesień to idealny czas na ucieczkę do miasta. Przede wszystkim wszędzie blisko i mimo złej pogody zawsze masz dla siebie jakieś rozrywki i już nie będzie tak, że zostaniesz na cały dzień bez prądu i możliwości wyjścia za bramę 😀

  4. Nie umiałabym już mieszkać w mieszkaniu. Mam zbyt duży komfort przestrzeni, by wracać. Oczywiście są plusy, kilkukrotnie niższe koszty utrzymania. Dom to jednak skarbonka.

  5. Mi również się wydaje, że wszystkie zmiany są “po coś” i do wszystkiego da się przywyknąć. I tak, jak ktoś wyżej napisał – to tylko kwestia czasu, który i tak płynie. To od nas zależy jak podejdziemy do tych zmian,ale wydaje mi się, że im szybciej się z nimi oswajamy, tym lepiej dla nas. 😉

  6. Kiedyś, gdy straciłam wszystko co miałam najważniejszego na całym świecie myślałam, że nie jestem w stanie się pozbierać i przyzwyczaić to takiej zmiany całego życia. Dziś choć tęsknię każdego dnia za tamtym okresem, nie wiem czy podołałabym, gdybym mogła odzyskać wszystko, co wtedy straciłam. Wtedy utraciłam część siebie, ale nauczyłam się bez niej żyć. Zmiany choć wyglądają na początku przerażająco, w końcu przechodzą w codzienność, którą nie dość, że jesteśmy skłonni zaakceptować, to jeszcze udaje nam się ją polubić.

  7. My mieszkamy niby na wsi – ale w bloku. Także mamy takie 2w1 – mniejsze koszty niż przy utrzymaniu domu, mniejszy metraż – a jednocześnie mnóstwo przestrzeni wokół (lasy, rzeka, łąki). Tylko z sąsiadami bywa różnie – ale do wszystkiego można się przyzwyczaić 😉 I też jest nam tu w sumie dobrze.

  8. Zmiany są nieodłącznym elementem naszego życia. Niech służy Wam ona i będzie Wasza radością 🙂 Na wszystko w życiu przychodzi czas i każdy z nas ma swoje miejsce, czy miejsca 🙂

  9. Przeprowadzałam się kilkanaście razy w życiu. Również mieszkałam w dużym domu, potem znowu mieszkanie, potem większe i mniejsze pomieszczenia, z balkonem i bez. Różnie to bywało. A mój kot wierny kompan już się przyzwyczaił do zmian. Także nie na tego złego. Zawsze znajdą się plusy sytuacji.

  10. Taka zamiana na “gorsze” czasami jest dobra, tu na “ciaśniej” pomaga w byciu bliżej siebie, bo najzwyczajniej w świecie nie ma gdzie iść. Ja z czułością wspominam jak mieszkałam z mężem w jednym pokoju w akademiku. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *