Mój typowy dzień na siłowni cz. II

Polub i udostępnij:

Trening raz lepszy raz gorszy, ale ludzie coraz bardziej mnie irytują! No wnerwiają mnie za każdym razem. Udaje mi się dwa razy być na zajęciach fitness w tygodniu i w strefie dla kobiet. I tu właśnie wyrywam sobie z głowy kłaki, prawie za każdym razem! Mój typowy dzień na siłowni ciąg dalszy..

I tu mi wychodzi moje lenistwo..

Bo po zajęciach fitness nie chce mi się znów lecieć przez całą siłownię do szatni po telefon i słuchawki. I to jest moja bolączka. Bo niby strefa kobiet, same kobiety, młodsze ode mnie i o kilka dekad starsze a nie mogę z nimi wytrzymać. Ależ mnie one irytują, a przecież ich nie znam. I to nie mój pokój i nie moje zabawki, żeby się tak wkurzać, ale jednak.

Ani dzień dobry ani pocałuj mnie w dupę..

Sytuacja z dzisiaj. Wchodzi sobie, powiedzmy “Kasia” na bieżnie w strefie kobiet. Ćwiczy kilkanaście minut. Szybko, wolniej, pod górę. Sapie, dyszy jak ja. I co. Nagle klika coś, bieżnia na najwyższym “poziomie” zatrzymuje się i królewna schodzi. Nie wyłączy bieżni, nie kliknie aby ją opuścić, “Kasia” też jest zbyt zmęczona aby tę bieżnię dotykaną wszędzie po sobie zdezynfekować. Po prostu wychodzi. Ani do widzenia ani .. ach szkoda gadać. W pierwszej chwili byłam przekonana, pewna w 100%, że szła po papier i płyn. Ale z gracją stu-kilowego słonia po prostu wyszła. Zatkało mnie. Ale walić Kasię..

Po niej była Pani “Krysia”…

Dużo starsza ode mnie, dużo większa. Pani “Krysia” dziś znęcała się nad Erwinem. Ustawiła bardzo szybkie obroty, i tak jak każdy atakowała z każdej strony. Ale nie oszukujmy się, jeśli słyszę, że masażer wali, stuka, uderza, nie naciskam i absolutnie nie siadam na niego. Bo mamy się tylko do niego tulić, a nie tak z grubej rury siadać i słuchać jak rolki prawie nie wyskoczą z obrotowego bębna. Odwróciłam się do niej ze trzy razy, za czwartym zrozumiała co jej w myślach mówię. Zeszła. Obraziła się chyba, bo go nie zdezynfekowała. Obrzydliwe. Weszła na bieżnię, dokładnie tą po “Kasi”..

I moja ulubiona Pani AĘ..

Jest taka szczupła, w bardzo drogich okularach. Strasznie o nie dba. Przeciera je ze trzysta razy w ciągu tych 30 minut. Widuje ją zazwyczaj tylko na Erwinie. Drogie getry, zawsze w bluzie, bo przecież zimno (jak się nie ćwiczy). Za pierwszym razem, gdy zwróciłam na nią uwagę miała na sobie sandałki. To przez nie, na nią zwróciłam uwagę. Któregoś razu jak zeszłam z bieżni i łapałam oddech z głową przy kolanach, zobaczyłam sandałki. No zaskoczyła mnie. Zawsze widuję ją z kawką w termosie, telefonem i.. uwaga… tabletem. No na to nie wpadłam. Podziwiam. W sumie, tylko przecież się masuje… może doczekam takich czasów…

Słuchawki na uszy, telefon pod nos..

Słuchawki są koniecznością ale tylko bezprzewodowe, bo dziś zbierałam swój telefon z podłogi a dokładnie spod bieżni. No nie chcę słyszeć o problemach małżeńskich, szkolnych czy  ploteczek. A szczególnie tego co mówią przez telefon bo za każdym razem parskam śmiechem jak koń. Nie chcę patrzeć i się irytować. Chcę zrobić swoje, i wyjść w genialnym nastroju, jak kiedyś. W swoim świecie fantazji pozostać.

Polub i udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *