Najdłuższa droga do domu

Polub i udostępnij:

Najdłuższa droga do domu.

Niecały kilometr. Po drodze miajałam dwa wozy strażackie i jeszcze dwa widziałam w oddali przed sobą. Dokładnie na wysokości swojego ogrodzenia.

A jeszcze kilka minut wcześniej siedzieliśmy beztrosko przy grillu i świetnie się bawiliśmy. No może wyciągnięty jeden incydent z przed tygodnia.

No tak moja wina,

bo mój pomysł aby kąpać się w basenie o drugiej w nocy, w deszczu, z kompletem promili we krwi i gośćmi. A co. W ciuchach, na spontanie, nie koniecznie grzecznie po drabince… może trochę na skróty wpadliśmy do basenu… ale teraz, żadne z nas nawet przez ułamek sekundy nie pomyślało, że coś mogłoby się stać.

Strach, panika,

szukanie czego nie wyłączyliśmy przed wyjściem z domu. Chyba odpięta prostownica, ale teraz to już tylko chyba – nie dam sobie ręki uciąć. Ale ładowarka na bank została w kontakcie. Dżizys kurwa ja pierdole..

Im bliżej tym mniej do nas docierało.

A co jeśli to nasz dom. Palił się. I nikt do nas nie zadzwonił. Stał też ambulans. Dżizys, nawet nie chciałam dopuścić myśli, że to może “dziadkowie”. A w domu jest przecież Gufi. Leny i dziewczyny z nami. Jak nigdy wzięliśmy Lenego.

Jak nigdy.

I jakoś nie garneliśmy się aby go zabierać. Przecież Oni mają pięknie zaaranżowaną działkę. Idealne, młode tujki. Jak im podsika to pewnie padną. Ale sami nalegali, weźcie młodego pobawi się z naszą.. jak nigdy… na szczęście wzięliśmy. Leny pojechał z nami.

Wszystko co mamy jest ten kilometr od nas.

Ubrania, meble..  rzeczy osobiste,  zdjęcia,  cały dorobek ostatnich lat. Ulubiona kanapa, idealny piekarnik, TV i zmywarka. Moja najcudowniejsza suszarka… wszystko takie jeszcze nowe i piękne… A już przez to przechodziliśmy. Już raz wszystko straciliśmy. W pożarze. Rok temu.

Gdy okazało się, że to dom sąsiadów…

na przeciwko poczułam ulgę i jednocześnie wstyd. Że tak bardzo zależy mi przedmiotach. Przecież najważniejsze jest to, że byliśmy w komplecie w aucie. Prawie. Nie było tylko Gufita. Ale w większości razem. Cali i zdrowi.

I Ci sąsiedzi mam nadzieję, że też.

I Ci obok. Nie wiem co czułam. Czy strach przed utratą wszytkiego czy strach znów zaczynania od zera. Nie wiem. Ale wiem jedno, już nigdy nie wyjdę z domu z jakimkolwiek sprzętem w gniazdku. I zawsze otworzę gdzieś kawałek okna aby najsłabszy w razie czego mógł się ratować. Walić moskitiery i robale.

Polub i udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *