Polub i udostępnij:
Pin Share

Co za zajęcia. A już myślałam, że nic mnie nie zaskoczy. Przeszłam na wyższy stopień trudności.  Nie, żeby mnie nie wykańczały codzienne ćwiczenia na sali, nie, nie, ale chciałam czegoś nowego.  I mam. Zakwasy! Znowu.

A wszystko przez tego japońskiego naukowca dr Izumi Tabatę, bo to on to wymyślił, i przez Ankę bo mnie zaciągnęła na te zajęcia.  Byłam już dwa razy. Trochę to mało, aby osiągnąć szybkie efekty tak jak bym chciała. Ale na początek to i tak baaaaardzo dużo.  Naprawdę dużo, już opowiadam jak to było. Po rozgrzewce już chciałam do domu. A krótka była.

Najdłuższe 20 sekund ever!

Tabata – czterominutowy interwałowy trening metaboliczny – mówiąc językiem fachowym a tłumacząc na mój język – “Ratunku – chcę do domu!”.  Nie uciekłam, wytrzymałam. Bo to było tak.  Na początku instruktorka pokazuje 2 do 4 ćwiczeń, jakie będziemy wykonywać. Przez 20 sekund, a potem 10 sekund przerwy, Phi, łatwizna, no nie?

Już nie, po pierwszych 20 sekundach, he he.  Na początek 2 ćwiczenia, i każde robimy przez 20 sekund. Wygląda to tak:

Ćwiczenie nr 1 : robimy przez 20 sek. możliwie jak najwięcej powtórzeń, a potem przerwa 5-10 sek.

– w praktyce wygląda to tak, że nie zdążę wrócić do pierwotnej pozycji i zabrać sprzętu a tu trzeba robić ćwiczenie nr 2 – najszybciej, najdokładniej i najwięcej ile się da,

i znowu przerwa, a potem znowu ćwiczenie nr 1 i przerwa i ćwiczenie nr 2. I wszystko to przez 4 minuty, czyli starcza na osiem serii.  A potem niesamowite – przerwa – całą minutę! I kolejne nowe ćwiczenia. I np tym razem 4 różne ćwiczenia, które zdąży się zrobić po dwa razy każde.

Tempo, siła, pot, i jedna myśl w głowie – jak stąd uciec?!

Zaraz mnie wyniosą na noszach bo sama już nie wyjdę. I wtedy podczas tej długiej minutowej przerwy zaczynam akceptować swój gruby brzuch, i wszystkie inne niedoskonałości.  Żeby tylko stamtąd wyjść w jednym kawałku.

Dopiero po kilku dniach zaczęłam za nią tęsknić

Serio! Już trochę chodzę na siłownię, i śmiało mogę powiedzieć, że czuję się tam jak u siebie, prawie jak w domu. Taki trening wykańcza owszem, ale nie tylko mnie ale też mój znienawidzony tłuszczyk. To takie równomierne angażowanie prawie wszystkich mięśni na raz. A to podkręca metabolizm i spala tkankę – tę której nie potrzebuję.  Tabata pokazuje na co nas stać- ile wytrzymamy, co możemy zrobić i znaleźć kolejne znienawidzone (niemożliwe do wykonania) ćwiczenie.  Oszczędza czas -bo tempo i efektywność wykonywanych ćwiczeń odpowiada chyba 2-3 treningom – moim poprzednim – (ale nie z ADHD)

Wyszłam i powiedziałam – NIGDY WIĘCEJ – i wróciłam po 2 tygodniach, a najgorsze, że nie mogę się doczekać kolejnego treningu!

Aha i najważniejsze przed treningiem skonsultuj to z lekarzem lub farmaceutą…. hahaha…. to znaczy nie polecam treningu osobom starszym, początkującym i z chorobami układu sercowo-naczyniowego a i tym na czczo  i jeszcze bardziej tym co po jedzeniu.  Jest ogień. I jest efekt, tzn. będzie…

Powodzenia!

Polub i udostępnij:
Pin Share

12 komentarzy

  1. Pięknie napisane.
    A co najlepsze po każdych zajęciach mówisz sobie dałam rade- JEST MOC-i chcesz więcej. Kolejny krok do sukcesu. I życie jest jeszcze piękniejsze bo widzisz, że z każdym dniem jesteś silniejsza, sprawniejsza i zgrabniejsza. 🙂

    Nie polecam osobom, które zaczynają przygodę ze sportem.Na te zajęcia lepiej mieć jakieś zaplecze sportowe.

    Ale warto spróbować – to wciąga.

  2. słyszałam o tabacie, pewnie hardcore. 😀 Ja jeśli już ćwiczyłam (hahaha ciekawe po co, niektórzy powiedzą), to stawiałam na Mel B, 10-minutowy trening całego ciała plus treningi na poszczególne partie ciała. Wystarczy wejść w obieg i efekty będą. Pozdrawiam! 🙂

    1. Author

      Też uwielbiam Mel B, a jeszcze bardziej boks z Anią Lewandowską. Spróbuj koniecznie!

  3. Wow… 🙂 Podziwiam, ja to trochę w domu ćwiczę od czasu do czasu, ale żeby tak na taki trening iść to chyba bym się bała, że później z łóżka nie wstanę 🙂

    1. Author

      Z chęcią zabrałabym Cię na taki trening! Miłość od pierwszego wejścia!

    1. Author

      Obyś nie miała zakwasów! Bo będę miała wyrzuty sumienia! Trzymaj się!

  4. Byłam raz na tabacie. Wycisk nieziemski. Pot leje się fantastycznie. Ale jednak ja wolę kettle i to zdjęcie mnie przyciagneło tutaj. Trzymam kciuki i powodZenia.

  5. To wypróbuj połączenie przyjemnego z przyjemnym i porob swingi kettlem w interwalach tabaty 🙂 tylko weź kettla normalnego, a nie zabawkowego poniżej 16 kg i do dzieła 🙂 taki kettlebell-rabata challenge :)BTW Bardzo fajnego bloga piszesz 🙂

    1. Author

      Do tej pory mój największy kettelek to 12kg. Tak, wiem, ale tylko takie zostają (wiesz, jest duże zapotrzebowanie na cięższe), muszę być szybsza, masz rację, lepiej jest zrobić mniej powtórzeń ale większym obciążeniem nić odwrotnie. Dziękuję za komentarz. Do następnego!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.