Pacjentka – albo ją pokochasz albo znienawidzisz

Polub i udostępnij:

Gdybym tę recenzję zaczęła pisać po przeczytaniu pierwszych 270 stron (z 350) wyglądałaby zupełnie inaczej. I tytuł byłby zupełnie inny! Pacjentka – albo ją pokochasz albo znienawidzisz. Bo nie da się inaczej!

Ale zawzięłam się

Codziennie czytałam ją, od poniedziałku. W autobusie w drodze do i z pracy. Po 35 minut. I właśnie skończyłam.

Była tak nudna,

tak beznadziejna, że nawet przez myśl mi nie przeszło aby sięgnąć po nią w domu, wieczorem. Strata czasu!

I gdybym poddała się na początku i ją odłożyła, recenzja byłaby jednozdaniowa – nie warto, strata pieniędzy, strata czasu, nuda. Nie da się nic innego powiedzieć o niej. Rozdmuchana historyjka jak “Dziewczyna z pociągu”. I taki miał być właśnie tytuł.

Wiem, że jak thriller to muszą być szczegółowe opisy przyrody, domów, miejsc, bohaterów czy ich psów, pcheł tych psów itp. Rozumiem. Ale w “Millennium” trwało to około 20 stron, że rzygałam opisami kwiatków w ramkach i przemyśleniami 70 letniego dziadka.. I dziś wiem, wystarczyło chwilę wytrzymać. Ale żeby aż 270 stron?

Dla mnie 50 to za dużo

Myliła mi się już historia głównej bohaterki i jej męża z historią opowiadaną przez narratora o sobie i swoim małżeństwie. Ratowały mnie tylko krótkie rozdziały. Uwielbiam takie. Szybko się wtedy czyta… W moim przypadku całe 5 dni. Nie licząc długiego epizodu z pierwszymi 50 stronami. I długą przerwą po.

Ale wytrzymałam

Bo lepsze to niż gapienie się na ludzi siedzących jak zombie z telefonami w twarzy. Lepsze niż słuchanie ich rozmów telefonicznych czy słuchania tego co aktualnie przeglądali na fb bo ciężko przyciszyć telefon. No wieś! W sumie ja też, bo siedzę przecież obok, jadę w tym samym kierunku i nawet teraz piszę w telefonie bo chcę opublikować ten wpis.

Szczęka opada jednak

I powiem tak: szczęka mi opadła. Wyrwało mnie z butów i klapek mi spadł. Byłam totalnie zaskoczona. Inaczej obstawiałam, innego zakończenia się spodziewałam. I dla tych ostatnich emocji, uważam, że warto się przemęczyć. Narrator psychoterapeuta zrobił mnie w konia. Wiem, że jestem wariatką ale on jest większym psycholem!

Te wszystkie recenzje, nagłówki musiały być napisane zaraz po przeczytaniu. Albo inaczej, przez tych co dotrwali do końca.

I chętnie oddam swój egzemplarz,

Komuś upartemu i cierpliwemu. Niech się męczy! I na koniec poczuje to co ja: ekscytację i zaskoczenie!!!

Kto chce?

Polub i udostępnij:

Jeden komentarz

  1. Co do “Dziewczyny z pociągu” nie zgodzę się z Tobą. Nie pamiętam, czy dałaś jej drugą szansę i doczytałaś do końca, czy odłożyłaś, bo zbyt długo ciągnącym się wstępie, ale według mnie była dobra. Może nie na tyle, by powoływać się na rekomendacje Stephena Kinga, ale według mnie była dobra. Może ze względu na poruszony problem alkoholizmu, a na ten jestem wyjątkowo wrażliwa. Zwłaszcza kiedy jest przedstawiony dokładnie tak, jak sama, głównie w oparciu o obserwacje, go postrzegam. Ale.. nie o tym był wpis, więc i komentarz powinien być nie o tym. “Pacjentka” atakuje mnie z każdej możliwej strony. Naczytałam się już recenzji, wzmianek i poleceń. Myślę, że kiedy opadnie już u każdego euforia, wtedy przyjdzie czas na mnie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *