To będzie smutna historia, ale z happy and-em…

To będzie smutna historia, ale z happy and-em… czy już mogę tak powiedzieć, Panie Doktorze? To był dla mnie ciężki tydzień. Schudłam ponad cztery kilo i wszystkie spodnie bezwiednie zsuwają mi się z tyłka. Zniknęły moje seksowne kształty, spodnie rozmiar 42 funkiel nówka – idą w zupełną odstawkę. Miały być i w sumie były luźne, w 36 też się upchałam, ale wyglądałam jak parówka berlinka – pozostałości po crossficie. Utrata wagi i cm, podkrążone oczy i rozkojarzenie to tylko konsekwencje tego co się działo w naszym życiu.

Na początku była panika.

Mój wesoły i energiczny Bermiś w niedzielę rano pierwszy raz zwymiotował. Pojechaliśmy do weterynarza. Szczeniak, pięć i pół miesiąca. Coś mu zaszkodziło? Coś zjadł? Czy to może robaczki, które miał planowo dostać akurat tego dnia. Trzy dni kroplówek, nospy, antybiotyku i leków przeciwwymiotnych.

Jedno USG, które nic nie wniosło. W badaniach krwi stan zapalny. RTG? Może tak, może nie, ale aparat jest zepsuty. Obserwujmy kupkę i ją zbadajmy. Żadnego jedzenia ani picia. Takie leczenie było przez pierwsze 3 dni. Leoś chudł w zastraszającym tempie. Nie szczekał, nie biegał, tylko leżał. Wychodził powoli tylko na siku. Przeszłam szybki kurs podłączania kroplówki samodzielnie w domu i opanowałam do perfekcji umieszczanie czopków.

Nienawidzę 16 listopada!

Stan Leosia we wtorek rano wskazywał ewidentnie na poprawę. Obszczekał wszystkich przechodniów i lekarzy. A późnym wieczorem znów opadł z sił. Zupełnie. Do tego stopnia, że już nie wstawał. Nie miał siły nawet łepka podnieść do góry. A przecież parę godzin wcześniej biegał, skakał, i się cieszył. Była poprawa. Siedzieliśmy przy nim cały czas. Miał podłączoną kroplówkę, która kapała wieki.

smutna-historia-1

Przed północą gdy już się skończyła wyszliśmy z nim na siku. Gdy wróciliśmy znów zaczął wymiotować. Jeszcze bardziej niż kiedykolwiek. Spanikowani zadzwoniliśmy do weterynarza – całodobowy więc można. Opowiadając o pogorszeniu się stanu Leosia i z pytaniem czy możemy przyjechać i co mamy robić, usłyszeliśmy, że ratuje go tylko rentgen z kontrastem! O ironio!! Ale oni mają zepsuty, inny jest od 8 rano i jakiś jeden jeszcze całodobowy.  Zadzwoniliśmy – nieczynny. No kurwa mać, przepraszam.

Z Warszawy do Radomia.

Szukałam w necie, wszystkie kliniki weterynaryjne w naszym mieście, i nic. Do 18-tej, do 20-tej. A te dwa gabinety weterynaryjne całodobowe z rentgenem – oba zepsute! Znalazłam całodobową klinikę w stolicy. Zadzwoniliśmy. Po kilku minutowej rozmowie, sugerując już ciało obce i konieczne RTG z kontrastem, usłyszeliśmy: to przyjeżdżajcie. W sumie to tylko półtorej godziny. Będziemy! Ale po chwili, pani doktor stwierdziła, że przecież macie u siebie Sygockiego. Dzwońcie do niego – ale gdyby coś, to czekam na was.

Znalazłam stronę. Fuck. Czynne do 20. Ale dyżur telefoniczny całą dobę. Było po północy. Próbujemy. Jak nie odbierze, to jedziemy do stolicy. Odebrał. Spokojny i pewny siebie głos. Wysłuchał wszystkich objawów, zbadał go on-line przez telefon z naszą pomocą (tak, tak można), i zapewnił nas, że wytrzyma do rana. Na pewno. I że będzie czekał na niego o ósmej w przychodni.

smutna-historia-1-leos

Najtrudniejsza decyzja.

I weź teraz człowieku wybierz. Jedziesz do stolicy, to tylko kawałek, ale jak mały zniesie podróż? Potem będzie trzeba go tam zostawić (cholerna praca), miałabym gdzie się zatrzymać – bo mam swoje warszawianki… czy zaczekać do rana? A jak nie zdążymy i nie dożyje? Umrze nam bo nie zaryzykowaliśmy? Jeśli nowy doktor się mylił? A jeśli miał rację? Przekonała nas Jego pewność w głosie, spokój i opanowanie. Skoro powiedział, że wytrzyma – to mu zaufajmy.

Zaczekaliśmy.

Pod przychodnią byliśmy zaraz po siódmej. Na ósmą oboje do pracy. Wariowaliśmy z niepokoju. Całą noc nie spaliśmy i pilnowaliśmy naszego futerka czy oddycha. Tak jak poprzednie od niedzieli – ale ta noc była najgorsza. Szybkie badanie, sprawdzenie brzuszka – i słyszymy – coś tam jest. Robimy zdjęcie. A na zdjęciu coś w kształcie szyszki okrągłe i nierównomierne. Potem kontrast i kolejne zdjęcia. Ale już nie przy mnie. Urlop na żądanie wziął tatuś.

Wychodząc z gabinetu zalana już łzami usłyszałam, że wszystko będzie dobrze, że usuniemy to coś.  Nie pamiętam już jak dojechałam do pracy. Pierwszy raz w życiu się spóźniłam. Byłam jednocześnie wściekła, że praca tak mnie absorbuje, że muszę być i koniec i roztrzęsiona – co z moim bermisiem. Z tego dnia pamiętam tylko dwa telefony.

to-bedzie-smutna-historia-rtgŹródło zdjęcia: Przychodnia weterynaryjna Cezary Sygocki.

Cisza w słuchawce.

Pierwszy telefon był zaraz po dziewiątej, że nie udało się tego czegoś wyciągnąć przez pyszczek endoskopem i musi być operowany, za chwilę. I drugi telefon, gdy czekałam aż operacja się skończy. Zadzwonił i w słuchawce była cisza, najdłuższe dziesięć sekund gdy czekałam aż Ćwiklak odzyska głos. Ryczał tak samo jak ja. Udało mu się jedynie wykrztusić, że jest już po i się powoli wybudza. I, że to była skarpeta.

Zgredek dostał skarpetę…

Nygus znalazł gdzieś, bawił się i zjadł sobie. Moje niedopilnowanie. Dla mnie jest już taki mądry i rozumny, że zupełnie mu odpuściłam, chodzenie za nim krok w krok po dworze czy domu. Pożarł zwiniętą w kłębek szarą skarpetkę Zu. Mam tylko do siebie pretensję, gdybym bardziej go pilnowała, chowała skarpetki i ścigała za nie Zu, pewnie tej tragedii byśmy uniknęli.

to-bedzie-smutna-historia-operacjaŹródło zdjęcia: Przychodnia weterynaryjna Cezary Sygocki.

Wsparcie przyjaciół.. gdyby nie Oni…

Strach, panika, wściekłość i bezradność. Prawie oszalałam. Ale nie byłam z tym sama. Mam cudownych przyjaciół w pracy i poza nią! Rany, jak Wy ze mną wytrzymałyście? Dzwoniłyście do mnie i pytałyście o pierwszą kupę. Płakałyście ze mną, przytulałyście. Wszystkie mnie zapewniałyście, że będzie dobrze, na tyle skutecznie, że wam wierzyłam. Love you girls!

A moja najbliższa ekipa? Zmieniała plany i obstawiała moje zmiany. Dzięki nim mogłam jeździć z Lesiem do weta a potem być z nim w domu po operacji. Wywróciłam im życie do góry nogami – ale tylko na dwa dni. Będę pamiętać i dziękuję!

smutna-historia-leos

 Jak podziękować komuś za uratowanie życia?

Jest to w ogóle możliwe? Wdzięczność jaką czujemy i radość jest nie do opisania. Zaufaliśmy. I dobrze wybraliśmy. Ogromna wiedza, doświadczenie, pewność siebie, otwartość i chęć działania… oddaliśmy Leosia w dobre ręce. Lekarz, który odebrał w nocy telefon, przyjął nas rano, zbadał i od razu wyczuł coś w brzuchu Leosia. Potwierdził diagnozę badaniami i natychmiast działał. Oprócz chęci i doświadczenia ma profesjonalny sprzęt. Można chcieć czegoś więcej?

Teraz gdy jesteśmy w trakcie gojenia się rany pooperacyjnej, która jest oporna niestety, jadąc w aucie katuję mojego Lenka muzyką – bo puszczam non-stop, w kółko trzy piosenki.  Oswajam go z głosem doktorka. Ma go polubić – tak jak my, bo to nie koniec przygody. Będziemy przyjeżdżać, po jedzonko, robaczki, SPA, szczepionki i witaminki – albo po prostu – na zieloną herbatę z miętą! Najlepszy lekarz ever (zadzwońcie do mnie, to sami usłyszycie)! Cudownie się go słucha – mówię Wam!

Nie oceniam poprzednich lekarzy, chciałabym tylko dać im małą radę: nie bójcie się wysyłać swoich pacjentów do konkurencji na diagnostykę. Jeżeli nie macie sprzętu a macie podejrzenia – wyślijcie ich, nie bójcie się, że do was nie wrócą, bo ja dzisiaj nie wrócę na pewno. Bo nie oszukujmy się, wcześniej zdiagnozowany nie musiałby być operowany, skarpetkę można było wyciągnąć nieinwazyjnie za pomocą endoskopu jak  była w przełyku czy żołądku a nie operacyjnie z nacinaniem jelita.

Comments

  1. Jejku nie zazdroszczę. Najważniejsze jednak, że wszystko dobrze się skończyło!

    1. Jeszcze troszeczkę przed nami…

  2. ale emocje wow, dobrze ze wszystko ok

    1. Wszystko idzie w dobrą stronę..

  3. Moje kochane biedne maleństwo! Jak dobrze, że to już koniec! Niestety ze szczeniakiem jak z dzieckiem oczy dookoła głowy to mało 🙁 Dobrze ze na czas zajął się nim odpowiedni lekarz!

    1. To przez to zaufanie. Tak wszystko rozumie, jest taki mądry i grzeczny, że przestałam być czujna. A doktor, niesamowity. Uratował mu życie.

  4. Mamuniu super opisałaś tą Waszą smutną historię .
    Wzruszyłam się .
    Ucałuj synka od cioci Renaty
    🙂

    1. Dziękuję Ci bardzo kochana ciociuniu!

  5. Niesamowita historia. Aż łezka mi się w oku zakręciła, ale dobrze, że wszystko jest w porządku ostatecznie.

    1. Mam nadzieję, że mogę już powiedzieć: ufff..

  6. Bardzo żałuję, że dowiedziałam się tak późno. Pamiętam przez co przechodziłam, kiedy nasza psinka leżała pod narkozą z łapą na wyciągu, a przecież nie było zagrożenia życia. Tym bardziej żałuję, że nie byłam tam gdzie powinnam i chciałabym, gdybym wiedziała. Teraz zostaje życzyć szybkiego powrotu do zdrowia psince i przypominam o zamówieniu na abażur 😀 😀

    1. Wiem, że byłabyś ze mną i mnie wspierała. Mimo, że o niczym nie wiedziałaś, to i tak byłaś. Czasami, chcemy niektórym oszczędzić takich wiadomości, aby ich nie martwić. Każdy ma swoje życie i większe problemy… Dla mnie byłaś oparciem! W sumie jesteś cały czas. Dziękuję. Abażurek z chęcią oddam do selfi dla Chojraczka.

  7. Mam w domu buldoga franscuskiego, w zeszłym roku moja córka sprzątała ogród po Stichu. Nagle mnie woła i krzyczy „mama Stich zjadł Twoje stringi…????” Całe szczęście nic mu nie było =D

    1. O masakra! Emilka! Dobrze jednak, że nie nosisz większych majtasów!

  8. Kurczaki, to można kochać psa tak bardzo? Tak bardzo bardzo? Już zapomniałam, jak to jest, przyzwyczajam się, że mój może kiedyś odejść, ma w końcu już dwanaście lat, choć nadal zachowuje się na co najwyżej dwa.
    Dobrze, że już po wszystkim i że ta historia mrożąca krew w żyłach nie skończyła się tak, jak się z większości tekstu zapowiadała. Mam nadzieję, że Leon szybko dojdzie do siebie, młody organizm łatwo się regeneruje.

    1. A jednak Lucy, cieszę się, że Ci się udało .. Można tak kochać, jak się czeka na niego tyle lat. Prawdziwy członek rodziny!

  9. Się aż popłakałam 🙁 trzymam kciuki by szybko wrócił do siebie i zmądrzał. I spróbuj mu wytłumaczyć że następnym razem jak będzie tęsknił za Zu niech jej skarpetek nie je 🙂 można w inny sposób radzić sobie z tęsknotą pogryźć kocyk (tak moja suczka robiła)
    Pamiętam jak moja jamniczka wpadła pod samochód to w Kozienicach zrobiliśmy jej RTG bioderka i kręgosłupa..na szczęście ten wypadek przeżyła..nowotwór ją zabrał .. ale dr był ok 🙂
    trzymajcie się! ściskam mocno!!!!

    1. Tłumaczę i gadam jak z człowiekiem, robię się stuknięta. Wariuje z niepokoju. Jak Zu nie ma w domu to jej łóżko jest tylko jego. Uwielbia ją na swój sposób.. A ona taka zazdrosna!

  10. Ewciu, nie mogło skończyć się inaczej… I pamiętaj, że ZAWSZE możesz na nas liczyć… 🙂

  11. Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło!

  12. Emocje wielkie, moja psina zjadła kiedyś kilka kawałków gruzu, oj wiele się nacierpiała zanim ponownie mogła cieszyć się życiem.

    1. A najgorsze, że tak niewieile możemy wtedy zrobić… chwila nieuwagi..

      1. Z psami jak z dziećmi, trzeba mieć oczy naokoło głowy.
        Świetnie, że wszystko dobrze się skończyło. 🙂

        1. Dokładnie tak jak piszesz… jak z dziećmi…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *