W oczekiwaniu na spersonalizowaną dietę

Polub i udostępnij:

Jem niewiele…

3 posiłki w ciągu dnia. Dwie kanapki w pracy z warzywami i wędliną czasem zamawiam coś na wynos. W domu obiad i nie jem już kolacji.

Piję wodę…

Zawsze udaje mi się wypić min. 2 litry wody. Szklankę ciepłej wody zaraz po przebudzeniu, popijam witaminy i piję kawę.

Nie liczę kalorii…

Ale wiem, że nie jem ich więcej niż mogę spalić w ciągu dnia. Jem warzywa i owoce. Rzadko coś słodkiego.

Nie chudnę..

Waga uparcie stoi w miejscu a cm mam wrażenie, że nieustannie rosną. Jestem coraz większa… Szersza i bardziej ociężała.

Źle się czuję…

Nie mam siły, energii i chęci. Na nic. Mnóstwo śpię. I ciągle śpię. Jestem cały czas zmęczona. Nie chce mi się iść na spacer z psem, są to pojedyncze incydenty.

Mam napady wilczego apetytu..

Jem wtedy słodycze, zamawiam Mc, i wariuję. Jestem zła gdy nie mogę nic zjeść a ochotę mam przerażającą. Potem opadam z sił i piję drugą lub trzecią kawę. Koło się zamyka.

Zrobiłam sobie badania..

I postawiłam sobie diagnozę. Poziom insuliny i glukozy okazał się delikatnie podwyższony wskazując wczesną insulinoodporność. To nieco komplikuje mi sytuację. Są produkty, których dobrze byłoby unikać przy insulinoodporności.

Ale to nie wszystko..

Mam przecież jeszcze Hashimoto. I tu też dobrze jest unikać pewnych produktów i trzymać się niektórych zasad.

I to mnie przerosło..

Nie wiem już co mogę jeść, czego nie powinnam, czego jeść mniej… Nie mam siły ćwiczyć, spacerować nie chce mi się tak naprawdę nic…

Ostatnia deska ratunku..

Po raz kolejny, wykupiłam sobie spersonalizowaną dietę i ćwiczenia. Drugą już w tym roku. A jest dopiero maj…

Nie znoszę gotowania..

A będę musiała się przemóc, zmusić, przestać się lenić. Chcę zmiany a to już duży krok. Liczę, że te 3 posiłki, które będę musiała przygotować dodadzą mi energii, nie zniechęcą długim przygotowywaniem..

Chcę spróbować..

Bo stoję w miejscu. Ćwiczenia nie dawały mi żadnych efektów. Będę sobie tu notować. Każdy dzień. Wszystkie porażki, niepowodzenia i sukcesy.

Bo doszłam do takiego momentu w swoim życiu, że cieszy mnie jedno 20 minutowe wyjście na spacer. Gorzej już przecież być nie może. Tak źle, jeszcze nie było. Daję sobie czas do września. Jeśli nie osiągnę połowy tego czego oczekuję to będzie prawdziwe dno..

A chcę tylko wagi na poziomie 54-56 kg. Siły i energii. Niczego więcej. Na chwilę obecną… Od jakiegoś roku lub dwóch lat…

Sięgnęłam moralnego dna… Teraz muszę tylko się od niego odbić…

Polub i udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *